Teksty

Ciężkie jest życie małego ateisty

Dlaczego mój syn nie chodzi na religię?

To pytanie padło wczoraj na zebraniu klasowym. I wprawiło mnie w zdumienie, a rzadko czym się zdumiewam. Dla pani jest jasne to, że koleżanka Alana również nie chodzi na religię, bo ona jest muzułmanką. Ale Alan ma polskie nazwisko, więc o co chodzi?

Dlaczego Alan nie chodzi na religię? Ja wiem i Alan wie. Czy to nie wystarczy? Czy nie wystarczy fakt, że religia nie jest przedmiotem obowiązkowym? I że w naszym kraju (wiem, wielu to wciąż szokuje) są ludzie nie tylko wierzący „inaczej” ale i bezwyznaniowi?

- Dlaczego Alan nie chodzi na religię? – spytała pani, młodsza dziewczyna ode mnie, a ja zamiast jej odpowiedzieć zastanawiam się, dlaczego mnie o to pyta? Alan jest bardzo dobrym uczniem. W szkole nie ma z nim żadnego problemu.Wyczuwam zwykłą, ludzką ciekawość, więc zamiast zapytać panią: „dlaczego” odpowiadam: 

- Bo jesteśmy ateistami – to najprostsza odpowiedź. Nie będę przecież w tym momencie wyjaśniać, że czasem zastanawiam się nad możliwością istnienia jakiegoś Uniwersum, ale nie mam wątpliwości, że nie ma Ono nic wspólnego z żadną istniejącą religią świata. Ateista. Każdy wie, co to oznacza.

- Bo wie pani, dzieci zadały takie pytanie podczas lekcji – nauczycielka uprzedza moje „dlaczego”- I pani syn nie zgodził się na udzielenie odpowiedzi.

Moja szkoła! On nie powie, bo mając 7 lat wie, że wiara człowieka, czy też jego światopogląd jest jego prywatną sprawą. Wie również, że jest pełnowartościowym człowiekiem, mimo że na religię nie chodzi. Wie, że wszyscy, niezależnie od rasy, wiary, narodowości czy preferencji seksualnych jesteśmy takimi samymi ludźmi.

- Alanek nie odpowiedział, bo prosiłam go, aby nie rozmawiał o tym ze swoimi rówieśnikami, aby nie uraził ich uczuć religijnych – odpowiedziałam zgodnie zprawdą. 

- Czy bierze pani pod uwagę to, że syn może kiedyś chcieć zostać katolikiem? – pada kolejne pytanie. Moje oczy są ogromne. Chyba nawet chciałabym, żeby mi tak zostało. Fajnie jest mieć takie duże, wyraźne oczy. 

- Oczywiście – odpowiadam – ja również zostałam wychowana w rodzinie ateistycznej, w której pozostawiono mi wybór. Moja starsza siostra wyszła za mąż za katolika i przyjęła jego religię. Rodzice nie mieli z tym żadnego problemu. 

- Rozmawiam o tym z panią, bo katechetka prosiła mnie o taką rozmowę. Zdaje sobie pani sprawę, że dziecko może mieć w przyszłości problemy ze ślubem, z ochrzczeniem własnych dzieci… – tłumaczy pani mi ateistce jak krowie na miedzy. 

- Są również śluby cywilne, a poza tym powiedziałam już, że syn sam dokona wyboru, kiedy będzie mógł sam stanowić o sobie. Poza tym ja jestem przykładem, że naprawdę można bez tego wszystkiego żyć. 

Bo co mam jeszcze dodać? Że ateistę nie obchodzą te wszystkie religijne obrzędy? Że dziecku nie dzieje się żadna krzywda? Mam powiedzieć, że uważam, iż żaden człowiek drugiemu człowiekowi, nawet temu małemu, nie powinien narzucać wiary? Że Jezus był dorosły, kiedy przyjął chrzest? Że chcę aby syn kierował się rozumem, a nie rzekomymi prawdami narzuconymi przez innych, które nie zawsze trzymają się kupy? Że chcę, aby umiał logicznie myśleć, a nie był ograniczony ramami określonymi przez Kościół, który tworzą przecież zwykli – a więc niedoskonali ludzie? Że nie chcę, aby myślał, że coś co nie jest złe, jest grzechem, a żeby kierował się w życiu własnym sumieniem? Że nie chcę, aby kiedykolwiek zadał mi pytanie: „dlaczego ten ksiądz popełnił przestępstwo, skoro naucza o Bogu?” Że nie chcę tłumaczyć mu, dlaczego tyle jest zła na świecie, skoro Bóg jest taki dobry? I dlaczego taki dobry Bóg zamordował tyle istnień poprzez potop? I z kim ożenił się Kain, skoro oprócz niego, Adama i Ewy nikogo więcej nie było na ziemi? Że nie chcę tłumaczyć mu, dlaczego ludzie, którzy wierzą, łamią boże przykazania? Dlaczego jedno przyjmują, a drugie odrzucają, według własnego uznania, a mimo to nazywają siebie katolikami? I dlaczego w kościele płaci się za chrzest – czyli przyjęcie wiary? Że czytałam Biblię i jestem przerażona tym, co się w niej znajduje? Że śmieszy mnie prośba jednej z matek wypowiedziana na tym samym zebraniu: 

- Czy może pani porozmawiać z katechetką, aby wytłumaczyła dzieciom te modlitwy, których muszą się nauczyć na pamięć, bo mój syn nic z nich nie rozumie i przez to nie chce się ich uczyć?

- Może niech pani sama spróbuje mu je wytłumaczyć – podpowiada inna matka. 

- Niestety nie potrafię – odpowiada tamta – katoliczka.

„Pozostaje się tylko cieszyć, że dzieci nie muszą uczyć się na pamięć Koranu” – pomyślałam i ugryzłam się w język, bo nie wiem, czy koleżanka Alana nie wkuwa tego Koranu na blachę. 

 

Powodów, dlaczego nie, jest tak wiele. Ale ja nie przyszłam na zebranie tłumaczyć swojego światopoglądu, a jedynie po to, by dowiedzieć się, co pani ma mi do przekazania na temat mojego syna. I nie piszę o tym po to, żeby zacząć z Wami polemikę na temat wiary. Nie jestem wojującą ateistką. Chcę tylko akceptacji takiej samej, jaką ja obdarzam wszystkich ludzi wierzących. A przy okazji pragnę pokazać Wam, z jakimi sytuacjami przychodzi mi brać się za bary. 

- Co z Wigilią w takim razie? Czy Alan będzie w niej uczestniczył? – pada ostatnie pytanie.

- Tak. My obchodzimy Wigilię i święta Bożego Narodzenia, jak również Wielkanocne. Traktujemy to jako tradycję. Alan występował w przedszkolu w Jasełkach. Przecież żyjemy w katolickim kraju – uśmiecham się do wychowawczyni, która pewnie nie wie, że 25 grudnia to nie jest data narodzin Jezusa. Nikt nie zna tej daty, jakby Bóg nie przewidział, że ludzie będą chcieli czcić ten fakt. I pewnienie ma pojęcia, że data ta, ustalona przez ludzi Kościoła, zastąpiła bardzo ważne pogańskie święto. I że zwyczaj strojenia choinki również jest pogański.Bo czego nie udało się wytępić w pogańskich narodach mieczem, zostało przejęte przez Kościół, jako swoje.

A propos Boga.

Zapisałam Alana do zuchów. Był taki szczęśliwy. Ale już po pierwszej zbiórce wrócił bardzo markotny.

Podobało ci się? – pytam.

Bardzo! Zdobędę sprawność i musisz kupić mi mundur, chociaż sam nie wiem…

Co się stało?

Chyba nie mogę być zuchem.

Dlaczego?

Bo jedno z praw zucha brzmi tak:„Zuch kocha Boga i ojczyznę”. A ja nie kocham Boga mamusiu. Nie mogę przestrzegać tego prawa, a przecież kłamać nie będę.

Zachciało mi się płakać ze wzruszenia i dumy. Moja krew! Chociaż chyba nawet mnie przerósł, bo kiedy ja należałam do harcerstwa, składałam przysięgę na Boga. Obiecałam mu, że porozmawiam  na ten temat z drużynową. Ciekawa jestem, czy mały, cudowny, inteligentny ateista może być zuchem i co zrobię, jeśli nie może nim być? A może wezmą pod uwagę „jego światopogląd” i pozwolą mu tego Boga w prawie zucha ominąć? Na pewno podzielę się z wami tą sprawą.

<< Wróć do poprzedniej strony