Teksty

Dyskusja z „Credo ateisty” Mistrza Gry

W niezwykle ciekawym dwuczęściowym tekście zatytułowanym „Credo ateisty” Mistrz Gry zawarł swoje przemyślenia związane nie tylko z ateizmem, ale zaprezentował swoisty patent na udane, satysfakcjonujące życie. Warto zapoznać się z tymi tekstami, emanują one wielkim optymizmem, w osoby przygnębione, bez wiary w siebie, mogą tchnąć nadzieję. Jak sam Mistrz Gry napisał w postscriptum do tych tekstów:

Kto zatem jest wirtualnym adresatem mojego Credo? Otóż jest nim osoba, która nie do końca dobrze się czuje we własnej skórze i w swoim życiu, nie wiedząc dlaczego tak się dzieje i szukając na to rady. Osoba, dla której gotowe recepty na szczęście sprzedawane przez innych okazały się niesatysfakcjonujące. Osoba, która chciałyby coś zmienić w swoim życiu i poczuć się szczęśliwa ale nie wie, jak to zrobić i od czego zacząć.

Obiecałam Mistrzowi Gry szerszą polemikę z jego tekstami, gdyż mimo wielkiego uznania dla takiego ujęcia tematu, mam jednak pewne zastrzeżenia, miejscami może nawet dość istotne. Mój tekst nie kwestionuje bynajmniej credo przedstawionego przez Mistrza Gry, ale ukazuje zauważone przeze mnie pewne pułapki, w które można niechcący wpaść.

Do pierwszej części, w której autor opisuje ateistów, w zasadzie nie mam specjalnie uwag. Może tylko taką, że o ile wyznawcy każdej religii przynajmniej teoretycznie powinni mieć spójny światopogląd oparty na określonych dogmatach, to ateiści są ateistami na swój sposób. Ateizm nie oznacza jakiejś wiary w nic, ale właśnie podchodzenie do świata bez założonych z góry dogmatów.

Więcej uwag mam do drugiej części tego tekstu. Zgadzam się z tym, że ludzie często nie uświadamiają sobie, jaki potencjał w nich tkwi, że nie mają wiary w siebie, że są jak ten orzeł w kurniku, czujący się kurą. Można powiedzieć, że zgadzam się z tym wszystkim, co autor wyraził w tym tekście o odnalezieniu własnego celu w życiu, własnego sposobu na szczęście. Zastrzeżenia mam jedynie do tego, że autor uważa, że nasza sytuacja zależy WYŁĄCZNIE od nas. Według mnie raczej należałoby ją opisać równaniem:

S = ND + S0 + DO + ZL

gdzie:
S    – nasza sytuacja
ND – nasze działanie
S0  – sytuacja początkowa
DO – działanie otoczenia
ZL  – zdarzenia losowe

Uwzględnienie tych dodatkowych składowych nie służy samousprawiedliwianiu się, że nie warto podjąć działań w kierunku zmiany sytuacji i osiągnięciu szczęścia, ale uświadomieniu sobie, że nie jesteśmy na bezludnej wyspie, a i tam znienacka może nam orzech kokosowy spaść na głowę.

Dlaczego ważne jest uświadamianie sobie istnienia tych składowych?

Po pierwsze, sytuacja, w jakiej się aktualnie znajdujemy, jest nie bez znaczenia. Na tę sytuację składa się m.in. stan rodzinny, majątkowy, wykształcenie, wiek, stan zdrowia.

Po drugie, często będziemy napotykać opór otoczenia. Orzeł w kurniku może być szarpany za pióra lub dziobany po nogach. W powodzenie przeprowadzenia własnych zmian trzeba to wkalkulować. Nie musi być tak, że inni tylko z radością będą patrzeć, jak będziemy chcieli wzlecieć i jeszcze dopomogą.

Po trzecie, planując nasze cele, nastawiamy się na sytuacje typowe, tymczasem może się zdarzyć nieprzewidziany wypadek losowy, który całkowicie wywróci nasze zamierzenia. Gdy wspomniałam o tym Mistrzowi Gry, słusznie zauważył, że nigdy nie wiemy, jak by się potoczyła sytuacja bez zdarzenia losowego, że w gruncie rzeczy może ono wywrzeć pozytywny wpływ. Zgadzam się, że można, a nawet powinno się tak optymistycznie na to spojrzeć, niemniej nie da się ukryć, że jednak zdarzenie losowe ma wpływ na nasze zamierzenia.

Nie uwzględniając tych składowych, które mają wpływ na nasz los niezależnie od naszego postępowania, możemy wpaść w trzy pułapki.

Po pierwsze, możemy niesłusznie popaść w pesymizm, gdy mimo starań nie osiągniemy zamierzonego celu. Skoro będziemy się tylko koncentrować na naszym postępowaniu, możemy zacząć niesłusznie się obwiniać, zamiast dokładnie przeanalizować całą sytuację i wpływ poszczególnych składowych. Tak jak czasem los może się do nas wyjątkowo uśmiechnąć i nasza zasługa jest niewielka, tak samo może nam poważnie wszystko skomplikować. Chodzi więc o to, żeby widzieć jak najbardziej realnie i nasze zasługi i zaniedbania, i z jednej strony nie obwiniać za nasze porażki wszystkich dookoła, ale z drugiej nie przypisywać osiągnięć wyłącznie sobie.

Po drugie, chodzi właśnie o to, że czasem nasze otoczenie, te kury w kurniku, mogą nam sprzyjać wzlecieć, a więc warto czuć wtedy wdzięczność i ją okazać.

Po trzecie, przekonanie, że istnieje tylko ta jednak składowa: nasze postępowanie, może rodzić pogardę do innych ludzi, skłaniać do traktowania ich jak nieudaczników. A z pewnością w innej sytuacji jest 30-letni mężczyzna z wyższym wykształceniem z zamożnego domu i w innej emerytka z wykształceniem podstawowym. Nie przed każdym jednakowo świat stoi otworem. Widząc kogoś zbierającego butelki po śmietnikach, nic o tym człowieku nie wiedząc, możemy mieć skłonność popatrzeć na niego z wyższością, że źle pokierował swoim losem, a być może on właśnie odbija się od dna, realizuje swoje na razie skromne cele.

Na koniec chciałam powiedzieć, że te uwagi w niczym nie umniejszają ciekawych spostrzeżeń wyrażonych przez Mistrza Gry i chciałabym zacytować szczególnie istotny fragment jego tekstu:

Tak, choć tego rodzaju wyznanie w ustach ateisty może się wydać nieco osobliwe, wierzę w to, że nasze myśli i emocje zarówno te dobre jak i te złe mają moc sprawczą, i w bezpośredni sposób wpływają na to, co się nam w życiu przytrafia. Dlatego, tak ważne jest pozbycie się negatywnych myśli, przekonań i emocji i wybór takiego sposobu myślenia, który będzie pozwalał nam w pełni wykorzystać własne możliwości i cieszyć się życiem. Takiego sposobu myślenia, który będzie generował pomyślne okoliczności a nie, przyciągał nieszczęścia. Jeżeli chcemy żyć dobrze, musimy po prostu, myśleć i czuć się dobrze. Nie można czuć się dobrze mając negatywne myśli, odczuwając gniew, złość, strach, wstyd czy zawiść. Nie można czuć się dobrze nie myśląc dobrze o sobie, uważając się za osobę bezwartościową, nieciekawą, nieatrakcyjną. Jak chcemy oczekiwać od innych, że będą nas lubili i szanowali jeżeli sami się nie lubimy i nie szanujemy? Jeżeli chcemy dobrze żyć musimy dobrze myśleć o sobie, o innych, o świecie. Jeżeli będziemy żywić przekonanie, ze świat jest miejscem złym, nieprzyjaznym, niebezpiecznym, pełnym podłych ludzi, którzy źle nam życzą, tak właśnie będzie. Jeżeli jednak będziemy z sympatią i szacunkiem odnosić się do siebie i do ludzi, a świat będziemy postrzegać jako miejsce dobre i przyjazne, szybko przekonamy się że świat jest dla nas skarbcem przeróżnych możliwości i źródłem ekscytujących zdarzeń, które nas wzbogacają i rozwijają. Miejscem pełnym wspaniałych, interesujących, mądrych ludzi, od których możemy się wiele nauczyć i którzy okażą nam swoją życzliwość i bezinteresownie pomogą kiedy trzeba. Tak czy inaczej, rzeczywistość zawsze da nam mnóstwo dowodów na potwierdzenie naszych utrwalonych przekonań, które na jej temat posiadamy bez względu na to czy będą one negatywne, czy pozytywne.

Nie jest może aż tak idyllicznie, ale warto sobie uświadamiać, że w wielu wypadkach nasze relacje z innymi ludźmi da się opisać znaną z teorii gier grą o sumie niezerowej, tzw. dylematem więźnia, i nasze pierwsze nieprzyjazne zachowanie lub pierwsza nieprzyjazna reakcja na czyjąś zachętę współpracy, czyli właśnie nasze nieufne, nieprzyjazne podejście do ludzi, będzie owocować ich nieprzyjazną reakcją. Jak w książce „Samolubny gen” uzasadnił to Richard Dawkins, strategia, że wszyscy współpracują, jest niestabilna, gdyż oszust uzyskuje w takich warunkach przewagę. Dlatego też nie można liczyć, że wszyscy ludzie, gdy będziemy nastawieni życzliwie, odpłacą życzliwością, okażą się wspaniali. Ważne, żeby naszym postępowaniem ze spotkanych ludzi życzliwych nie uczynić sobie obojętnych lub nawet nieprzyjaznych.

Tym, którzy nie czytali jeszcze tekstów Mistrza Gry, gorąco je polecam. Mimo drobnych zastrzeżeń, jakie przedstawiłam, warto zaznajomić się z ciekawymi przemyśleniami, które pozwolą inaczej spojrzeć na własną osobę, sytuację i podjąć działania w kierunku satysfakcjonujących zmian.

<< Wróć do poprzedniej strony