Teksty

Klerykalizacja Polski

Przyznam, że nie spodziewałem się niczego innego po wyborze PiSu, ale to, że byłem przygotowany nie znaczy, że mniej mi to przeszkadza.

Jesteśmy świadkami postępującej klerykalizacji Polski. Kościół katolicki zyskuje coraz to nowe przywileje, a jego przedstawiciele cieszą się  – praktycznie – immunitetem. Nie sądzę, aby dzisiaj mogła się odbyć taka debata, jaką widzieliśmy kilka lat temu, przy okazji ujawnienia wybryków abp Paetza. Afera zostałaby szybko i brutalnie wyciszona. A ośmielający się ująć świętości kapłana dziennikarze – wyrzuceni na bruk. Taki trend był widoczny już u końca prezydentury Kwaśniewskiego, który ułaskawił dwóch księży, którzy spowodowali wypadki ze skutkiem śmiertelnym, a którzy mieli prawomocne wyroki więzienia, i jeszcze się wzmocni.

Nowo wybrany prezydent, zamiast odwiedzać kraje, z którym dobre stosunki są zgodne z interesem Polski, leci z wizytą do Watykanu. Watykanu, który ani od nas nie nic nie kupi, ani nic nam nie sprzeda. Stosunki w Watykanem, choćby najlepsze, raka toczącego Polskę i Polaków – bezrobocia – nie uleczą.

W otoczeniu nowych ministrów widać przedstawicieli jednej z najbardziej konserwatywnych watykańskich organizacji – Opus Dei. Opus Dei organizuje też kursy dla menadżerów wyższego szczebla. Nie wierzę, aby kursy był tak świeckie, jak stara się je przedstawić ta organizacja.

Jednym z ostatnich pomysłów PiSu jest przekazanie 100 milionów złotych, pieniędzy publicznych, pieniędzy podatników, ciężko przez nich wypracowanych, na budowę Świątyni Świętej Opatrzności. Jak widać, Polska to niezwykle bogaty kraj i nie ma już na co wydawać pieniędzy. Nasze szpitale, przychodnie, służby publiczne, są tak przesycone pieniędzmi, że stać nas na takie podarki przekazywane instytucji, o której można wiele powiedzieć, tylko nie to, że jest biedna.

Nikt nie potrafi, czy też nie chce wyciągnąć z całej sytuacji wniosku, że skoro ludzie nie dają pieniędzy na nową świątynię, to znaczy że jest ona równie potrzebna, jak kozie trąba. Jak widać, nie ważne jest, co sądzą o tym ludzie, podatnicy, skoro z własnej woli dać nie chcą, to weźmie się im siłą – z podatków.

Radio Maryja awansowało do funkcji radia rządowego. Co i raz widać nowych ministrów, goszczonych przez Rydzyka w Toruńskim studio. Jedna z czołowych intelektualistek tego radia, skrajna konserwatystka Hanna Wujkowska ma zostać doradcą premiera w sprawach związanych z rodziną i kobietami. Pani Wujkowska jest twardą i zdecydowaną przeciwniczką aborcji (nawet jeśli ciąża powstała na skutek gwałtu), zapłodnienia in vitro, twierdzi także, że środki antykoncepcyjne są szkodliwe dla zdrowia kobiety. Poglądy tej pani wykraczają daleko poza stanowisko Kościoła. 

Radio Maryja zyskało status nadawcy społecznego, dzięki czemu nie płaci ono ciężkiej sumy za koncesję. Do gorzkiego śmiechu zmusza lektura wymagań, jakie stawiane są przed nadawcą społecznym: „upowszechniają działalność charytatywną, respektują chrześcijański system wartości, za podstawę przyjmując uniwersalne zasady etyki oraz zmierzają do ugruntowania tożsamości narodowej”. Dzięki nowej ustawie medialnej, przepchniętej przez PiS, LPR i Samoobronę, RM będzie praktycznie nie do ruszenia.

Rzeczpospolita Polska łoży na dzień dzisiejszy ogromne sumy, które idą na konto Kościoła. Fundusz Kościelny (w latach 2000 i 20001 po 100 mln PLN rocznie, obecnie ok. 75 mln), z którego 85%-90% przeznaczone jest na ubezpieczenie zdrowotne i społeczne części osób duchownych. Opłacenie katechetów i katechetek indoktrynujących od najmłodszych lat dzieci w szkole. Dotowane są kuźnie, w których wykuwa się młode pokolenie klerykałów, czyli katolickie uczelnie wyższe (tu ukłon w stronę posłów Platformy Obywatelskiej). Kościół od roku 1990 zyskał (rzekomo odzyskał) kilkadziesiąt tysięcy hektarów terenów.

Patrzę jeszcze raz na tekst, który napisałem i zastanawiam się, jak można NIE BYĆ antyklerykałem w tym kraju.

<< Wróć do poprzedniej strony