Teksty

Kościół nie dla aniołów

Jeśli ktoś myśli, że Bezdomna właśnie pada na pysk pucując swoje gniazdo, wymiatając burdel z kątów, układając w szafkach to, czego tam nie ma, a przydałoby się, myjąc okna i zawieszając świeże firany, sika w biegu pomiędzy odkurzaniem, a miąchaniem w garach i pilnowaniem cudownych wypieków – jak czyni to większość kobiet, to się rzecz jasna grubo myli. No przecież pisałam już, że Bezdomna nic nie musi, a jak nie musi, to robi to, na co ma ochotę. A na co ma ochotę? Na TVN 24, prasę i to tę jak najmniej babską i na seks czasami. A do świątecznego stołu zasiądzie jak zwykle wypoczęta, wyfryzowana, wypachniona i wymalowana. To się nazywa drogie panie zdrowym egoizmem. Wiem, na pierwszy rzut oka wydaje się to być trudną sztuką, szczególnie, że od dziecka mamy wbijane do łba, jak ważne jest zadowalanie innych. Ale w gruncie rzeczy jest to proste jak drut. Wystarczy myśleć o sobie i już! A jak to świetnie służy rodzinie! Dzieciaki zadowolone, bo mamusia uśmiechnięta od ucha do ucha ma chęć na psoty i zabawy, a i tatuś rączki zaciera, bo wie, że nie usłyszy od Bezdomnej wieczorem tekstu: „zabieraj te łapy, bo jestem zmęczona.” Tyle radochy daje ten egoizm.

W związku z tym, że mam duuuużo czasu i zajmuję się tym, co mnie kręci, wpadłam na tekst na Onecie pt. „Europa dyskryminuje wierzących”. Zelektryzowało mnie, bowiem do tej pory byłam przekonana, że to wierzący dyskryminują tych niewierzących. Nie wiem, jak to jest w Europie – w końcu tam nie bywam, ale wiem, jak jest w naszym kraju, który jakby nie patrzeć ponoć do Europy się zalicza.

Klikam sobie na tekst i moja euforia wyparowała natychmiast. Okazało się bowiem, że jest to zdanie biskupa Pieronka, a ja niestety rzadko zgadzam się ze zdaniem funkcjonariuszy Kościoła. Piszę „rzadko”, bo do niedawna nigdy się z ich zdaniem nie zgadzałam, dopóki nie doczekałam się wystąpienia Węcławskiego z Kościoła, który to po wieloletniej służbie Bogu i ludziom wierzącym doszedł do wniosku, że się mylił. Od tej pory twierdzę, że rzadko się zgadzam, ale jednak się zdarza:)

Czytam takiego kwiatka i paraliżuje mnie na kilka minut: „Biskup mówi też o zarzutach wobec szczecińskiego księdza oskarżanego o molestowanie seksualne nieletnich chłopców. Przekonuje, że jeśli takie zarzuty padają pod adresem duchownego, to jest on w gorszej sytuacji niż ktokolwiek inny.”

Ja pierniczę! Jak puszczasz dzieciaka samego przez ciemny las i napada go jakiś zwyrodniały zboczeniec, to potem możesz sobie z powodu własnego debilizmu walić łbem w mur i winić się do końca życia. Ale jak wysyłasz swojego synka na plebanię i tam ksiądz poczęstuje go taką miłością, jakiej nikt sobie nie życzy, to co możesz? Gówno, bo nie dość, że w najśmielszych snach nie przyszło ci coś podobnego do głowy, to jeszcze ten biedny wyuzdany ksiądz zostanie tak skutecznie ochroniony przez swoich kościelnych ziomali, że nawet o sprawiedliwość ciężko się będzie upomnieć. A okazuje się, że powinnaś owego pobożnego księżulę traktować tak, jak zwyrodniałego, patologicznego pedofila wyskakującego z leśnej gęstwiny. Ot, stało się.

To tak, jak porównać psychopatycznego mordercę z łowcami skór, którzy zamiast nieść ludziom pomoc, mordowali ich w karetkach, bo mieli układ z zakładem pogrzebowym. Od księdza oczekuje się świętości, od lekarza oczekuje się ratowania życia, a od psychola wszystkiego, co najgorsze. Dla pierona Pieronka, to jednak zbyt skomplikowane. Jako matka uważam, że ksiądz pedofil powinien odpowiadać podwójnie, powinien być wykluczony z Kościoła na zawsze, powinno odmówić mu się ostatnich sakramentów, jak temu rzekomemu strasznemu grzesznikowi, młodemu człowiekowi, którego zwłok nie wpuszczono nawet do Kościoła, żeby nie skalał tego świętego miejsca. Nie był pedofilem, nie mordował ludzi. Niektórym księżom we łbach się poprzewracało. Myślą, że jak założył sutannę to może rżnąć rolę Boga i podejmować za Niego decyzję, komu wybaczenie się należy, a komu nie.

Po 1500 latach Watykan uaktualnił listę grzechów głównych. I tak w jednym szeregu znalazło się morderstwo i … uwaga drogie panie – stosowanie antykoncepcji, że już o aborcji wspominać nie będę. Morderstwo = antykoncepcja? Ludzie! Sam Bóg chyba patrzeć na to nie może.

Biskup Gianfranco Girotti, ujawnił wyniki najnowszych badań – 60% katolików Włoskich nie przystępuje do spowiedzi. Mnie to akurat wcale nie dziwi. Przecież normalna, zabezpieczająca się kobieta musiałaby spowiadać się każdego dnia z zażycia tabletki antykoncepcyjnej, każdy mężczyzna myślący o tym, żeby nie zarazić się AIDS, musiałby wciąż ględzić księdzu w konfesjonale, że naciągał sobie na członka kondoma. Te 40% spowiadających się to pewnie staruszki i dzieci przed komunią. Ów biskup twierdzi również, że do grzechów głównych należy także społeczna niesprawiedliwość, czyli życie w luksusie i bogactwie, podczas gdy nasi bliźni żyją w nędzy i ubóstwie. Nie wiem, czy istnieje bogatsza od kościelnej instytucja. Poza tym, myślę, że nie dotyczy to tych bogaczy, którzy swoją kasą kościół wspierają, jak mogą. Ponoć nawet Doda odpaliła jakąś kasę na mały kościółek i tamtejszy ksiądz zauważył w niej świętość.

A co do niesprawiedliwości społecznej, to tak sobie dumam, że największa bieda jest tam, gdzie jest dużo dzieci. Bogacze jakoś nie przesadnie się rozmnażają.

Jeden z grzechów głównych, który szczególnie martwi Watykan, to „naruszająca godność i prawa kobiet aborcja”. No jasne. Bo kobieta to bezwolna masa, która zgłasza się do lekarza z prośbą o aborcję i nie wie, co czyni. Trzeba ją powstrzymać, trzeba jej tego zabronić, żeby jej godność nie była naruszona. Skoro debilka idzie do ginekologa nieświadoma, że skrobanka to nie usunięcie wyrostka robaczkowego, to myślę, że niewiele wie również o godności. Na szczęście ma Kościół, który o jej godność tak chciałby zadbać, żeby nawet po gwałcie i to najlepiej zbiorowym ze świętym śpiewem na ustach wydała na świat dziecko swojego oprawcy, przez co na pewno swą godność zachowa. 

Czytam o Pieronku na koniec: „Ale jednocześnie podkreśla, że Kościół musi sobie radzić z takimi sprawami, bo – jak zaznacza – jest przeznaczony dla grzeszników, a nie dla aniołów”.

Uff, ulżyło mi. Już teraz wiem, dlaczego Kościół nie jest dla mnie. 

Ps. Ciekawa jestem, czy wejdzie tu jakiś obcy katolik i po chrześcijańsku nawsadza mi od szmat, ździr i innych takich typowo serdecznych epitetów? Bo wydaje mi się, że nie udało mi się tu nikogo obrazić, albo nie daj Boże dyskryminować.

<< Wróć do poprzedniej strony