Teksty

Matura z religii

„naturalne jest domaganie się prawa do egzaminu maturalnego z religii” – piszą przedstawiciele Episkopatu. W tym zdaniu szczególnie podoba mi się słowo „naturalne”… i na tym powinnam zakończyć komentarz, ale nie mogę sobie odpuścić. Czepialska jestem jakem kulturoznawca! Opozycja natura-kultura jest mi szczególnie droga. Słowo „naturalny” według słownika PWN ma takie oto znaczenia:

1. «właściwy naturze, przyrodzie, zgodny z jej prawami»
2. «zrobiony z surowców występujących w naturze»
3. «stanowiący właściwość czyjejś natury, wrodzony»
4. «zgodny ze zwykłym porządkiem rzeczy, zrozumiały sam przez się»
5. «wynikający z czyjejś natury, szczery, niewymuszony»
6. «uiszczany w towarach, w naturze»

Rozumiem, że księża mogą mieć na myśli „zrozumiałym samo przez się” lub „szczerym, niewymuszonym”, choć nie zdziwię się, jeśli chodziło im o „zgodny z prawami natury”, bo oni inaczej rozumieją naturę niż biologia. Niech mi w każdym razie wyjaśni ktoś, kto rozumie, co jest w tym naturalnego. Dla mnie taki postula nie rozumie się sam przez się.

Czepialstwo drugie: „matura z religii”. Religia nie jest działem nauki, ani nawet działem wiedzy. Jest nim religioznawstwo (jeśli mówimy o religii jako dziedzinie kultury i mamy na myśli wszelkie przejawy życia religijnego, wszelkie ludzkie wierzenia, religie i związane z nimi rytuały, symbole, sztukę itd.) lub teologia (która według mnie ma więcej wspólnego z astrologią niż nauką, skora za przedmiot bierze sobie byt nieistniejący). Matura więc musiałaby być maturą z teologii lub religioznawstwa, ale wtedy należałoby zmienić szkolny przedmiot, który przecież i tak jest w programie nauczania z zupełnie niezrozumiałych względów.

Religią powinno się indoktrynować w stosownym do tego celu miejscu, czyli świątyni, domu modlitwy itp. Jak poza tym miałaby wyglądać matura z religii, skoro „wychowanie religijne”, które byłoby może trafniejszą nazwą przedmiotu, jest lekcją mającą budować postawy i światopogląd i o ile wiem, to Ministerstwo Edukacji nie rozlicza katechetów z programów nauczania, bo nic mu do tego. Skoro jakiś przedmiot szkolny ma tak niewymierny charakter, to jak miałby stanąć obok nauk rozliczanych przecież zgodnie z jasnymi kryteriami?

Ja szczerze powiem, że sobie takiej matury nie wyobrażam, bo jeśli nawet miałby tam być pytania z treści Pisma Świętego, coś z historii chrześcijaństwa (np. jakieś pytanko o czystki etniczne dokonywane przez Kościół Katolicki lub krzewienie wiary ogniem i mieczem), sztuki sakralnej i symboliki, jakiś fragment tekstu, dajmy na to, jednego z ojców kościoła do zinterpretowania i powiedzmy coś z przepisów kościoła do wyrecytowania, to uważam, że jest to nadal jakiś zlepek wielu dziedzin, które na maturze można wybrać: historii, historii sztuki, filozofii, języka polskiego, gdzie nadal przecież omawia się obszernie Biblię jako dzieło literackie i nikt jej nie odbiera wartości w tym względzie.

W zamierzchłych czasach PRL-u moi wiecznie młodzi rodzice chodzili na religię do kościoła. Tam też zdawali w okolicach swojej matury egzamin dojrzałości z wiedzy religijnej i otrzymali na to glejt przypominający szkolne świadectwo. Kościół nie pchał się do szkół, młodzież sama na religię uczęszczała i wewnętrzny egzamin maturalny kościół miał. I gdyby dziś tak mogło być to i wilk byłby syty i owca cała…

<< Wróć do poprzedniej strony