Teksty

Nieudana krytyka ateizmu

Na swoim blogu ksiądz Wojciech Szubzda postanowił skrytykować ateistów (http://kswojciech.blog.onet.pl/2009/10/29/wiara-ateistow/). W swoich wywodach popełnił jednak sporo błędów, które tutaj wypunktuję. Księdzu nie podoba się na przykład, że ateiści ufają nauce, a nie religii.

Nauka mimo swoich niekwestionowanych osiągnięć ani o milimetr nie zbliżyła się do wyjaśnienia pochodzenia świata.

Ksiądz się myli. Wszelkie próby zbadania i wytłumaczenia danego zjawiska przybliżają nas do jego wyjaśnienia. Właśnie nauce zawdzięczamy to, że wiemy już, iż Ziemia nie jest płaska,  nie spoczywa na trzech wielkich żółwiach, nie stanowi centrum wszechświata, wokół którego obracają się gwiazdy i planety. Skoro to wiemy, jesteśmy o krok bliżej wyjaśnienia pochodzenia świata, niż gdybyśmy wierzyli w starożytne fantazje. Wiemy przynajmniej, jak świat nie powstał – nie stworzył go Bóg w ciągu sześciu dni, jak głosi Biblia. Tymczasem religie niczego nie wyjaśniają, przeciwnie, wprowadzają ludzi w błąd, czego przykładem jest biblijna historia o stworzeniu – dzisiaj literalnie nie traktują jej nawet żarliwi chrześcijanie. Nie mogą brać jej dosłownie, bo nauka udowodniła, że ta historia jest mitem. Ale religia zawsze próbuje wcisnąć się tam, gdzie jest coś niewyjaśnionego. Naukowcy ciężko pracują, żeby to wyjaśnić, a kapłani bez żadnego wysiłku powiedzą: „To sprawił Bóg”.

Nikt nie dał choćby najbardziej fanaberyjnie racjonalnej odpowiedzi na pytanie: Jak mogło się wziąć coś z niczego?

Dzisiaj jeszcze nie wiemy, jak powstał wszechświat, ale czy to znaczy, że nigdy się nie dowiemy? Ale nawet gdybyśmy nigdy nie znaleźli odpowiedzi, to czy z tego będzie wynikało, że istnieje jakiś bóg (i to właśnie taki, w którego wierzy ksiądz Wojciech, a nie na przykład muzułmanie czy zaratusztrianie)? Dawniej ludzie niewiele wiedzieli o rzeczywistości i dlatego mnóstwo rzeczy przypisywali bogom, np. zjawiska atmosferyczne czy choroby. Dzisiaj wiemy, że się mylili. I ta wiedza powinna uczyć nas ostrożności wobec wszelkich „teorii”, które stworzenie czegoś – np. świata – przypisują bóstwom.

Ale skoro ksiądz pyta: „Jak mogło się wziąć coś z niczego?”, to w takim razie należałoby zapytać: skąd wziął się Bóg? Wiem, że ludzie wierzący mają gotową odpowiedź: Bóg istniał zawsze. Sęk w tym, że nie potrafią przekonująco uzasadnić swojej tezy. Po prostu w nią wierzą i już. Ale wyjaśnianie świata nie polega na wierze, tylko na jego badaniu i przedstawianiu dowodów. Wiara niczego nie wyjaśnia.

Ale co najmniej taką samą głupotą jest wiara, że doszło do tego bez ingerencji Boga.

Nie jest tak, iż ateista wyznaje „wiarę”, że Bóg nie ingerował w powstanie świata. Ateista po prostu nie widzi powodu, by dopatrywać się tu ingerencji jakiegoś Boga. To zasadnicza różnica. Ks. Wojciech nie pierwszy raz zamienia niewiarę ateistów w jakąś odwróconą „wiarę”, co jest zabiegiem intelektualnie nieuczciwym. Zwłaszcza przy kwestiach, które wyjaśnić może tylko nauka, a nie taka czy inna wiara. 

Ale nawet gdyby ateiści faktycznie „wierzyli”, że Bóg nie jest stwórcą wszechświata – to taka wiara otwiera na nieskończenie wiele wyjaśnień oprócz jednego, wskazującego na Boga. Natomiast teiści przedstawiają tylko jedno, które uznają za prawdziwe. A więc to na nich spoczywa obowiązek przedstawienia dowodu. Do tej pory tego nie zrobili.

Nie chcę pastwić się nad ateistami, bo sam przez cztery lata nim byłem i wiem jakie to piekło wierzyć, że moje życie ma tyleż znaczenia co bytowanie zwierzęcia”.

Ta wypowiedź każe wątpić, czy autor tych słów był kiedykolwiek ateistą, ponieważ ateizm nikogo nie zmusza do wiary, że jego życie „ma tyleż znaczenia co bytowanie zwierzęcia”. Być może autorowi przydarzył się kryzys jego wiary religijnej, bo to właśnie w religii bardzo ważna jest wyjątkowość człowieka, jego wyniesienie ponad resztę istot żywych. Natomiast ateizm nie rozstrzyga, czy życie człowieka znaczy tyle samo, mniej, czy więcej niż życie innych stworzeń. W tej kwestii ateista może przyjmować dowolny pogląd – na przykład taki, że jego życie jest warte nieskończenie więcej niż życie krowy czy delfina. A więc niewiarygodna jest opowieść o „piekle”, które z tego powodu przeżywał ks. Wojciech jako ateista. Z jego wypowiedzi wynika tylko to, że niewiele wie o ateizmie, natomiast jest do niego uprzedzony i przedstawia go w fałszywym świetle.

Dalej ksiądz opisuje, jak przy okazji udzielania ostatniego namaszczenia starszemu mężczyźnie spotkał się z jego młodym wnukiem, ateistą:

Zaszedłem do niego. Stał zziębnięty na balkonie, nerwowo spalał papierosy jeden po drugim. Po krótkiej rozmowie, przekonałem się, że przechodził kryzys swojej dotychczasowej wiary. Mówił bezładnie, myśl o śmierci dziadka zupełnie go przerażała.

Ta historia ma pokazać, że ktoś, kto nie znajduje oparcia w wierze, nie radzi sobie w trudnych chwilach, bywa przelękniony, zagubiony i rozbity. Ale czy myśl o śmierci bliskiej  osoby nie przeraża ludzi wierzących? Czy w takiej sytuacji zawsze zachowują stoicki spokój i opanowanie? Dla każdego człowieka jest to wielki cios, niezależnie od jego przekonań religijnych lub ich braku. Nie sądzę, aby ks. Wojciech o tym nie wiedział. Ale chyba na chwilę o tym zapomniał, bo nadarzyła się okazja, aby przedstawić niedowiarka jako słabą istotę.

Autor kończy swój wpis „modlitwą”, którą ułożył dla ateuszy:

Mój Intelekcie, jedyny tropicielu prawdy, ufam, że mnie nie zawiedziesz i kiedyś wszystko zrozumiem. Pojmę jak zaistniałem, mimo iż logika nakazuje mi myśleć, że istnieć nie powinienem. Gorąco wierzę, że naukowcy wyjaśnią wszystkie zdarzenia, które głupcy nazywają cudami i stanie się oczywiste, że to ja mam rację. Tak mi dopomóż mój Rozumie oraz wszyscy naukowcy teraz, w godzinę demencji starczej i na wieki wieków, kiedy już nie będziemy istnieć. Amen.

A więc wielebny duchowny postanowił trochę zakpić sobie z ateistów, przedstawić ich w krzywym zwierciadle. Jak to się ma do miłości bliźniego i szacunku dla innych osób? Wierzący są niezwykle czuli na wszelkie próby żartów pod ich adresem, jednak najwyraźniej oni sami mają prawo, by szydzić z innych. 

Ale w tej modlitwie pojawia się coś groźniejszego – szyderstwo z rozumu. Rozum to krytyczne ujmowania rzeczy, to wątpliwości i brak pewności. Intelekt jest przeciwieństwem ślepej wiary i chroni nas przed nią. A właśnie ślepa wiara we własne racje była przyczyną największych zbrodni w dziejach, dokonywanych przez nazizm, komunizm, a wcześniej chrześcijaństwo. Już choćby dlatego warto być niewierzącym – czego księdzu serdecznie życzę.

<< Wróć do poprzedniej strony