Teksty

Obraza uczuć religijnych

Kwestia obrazy uczuć religijnych ciągle powraca i jest elementem wywierania presji wyznawców danej religii na grupy opozycyjne. Sama prawna regulacja odnosząca się do obrazy takich uczuć służy nie tyle ochronie wolności wyznania, co dławieniu odmiennych poglądów i wymuszania subordynacji w pewnych kwestiach. Sama obraza to używanie wulgaryzmów, wyzwisk czy całkowicie nieuzasadnionych oskarżeń. Obrazą nie jest jednak głoszenie idei niezgodnych z czyjąś ideologią, wykorzystywanie elementu religii w sztuce, reklamie itd. Prowadzenie badań naukowych i publikacja ich wyników lub też teorie naukowe – kiedy podważają ustalenia religijne – też nie są obrazą uczuć. To daleko idącą nadinterpretacja. Środowiska religijne wykorzystują „obrazę uczuć” do forsowania swojej ideologii, wierzeń i dogmatów. Gdyby trzymać się tego oznaczałoby, że wolne myślenie i wolność słowa zostały zlikwidowane na rzecz wygody dla religii dominującej w danym kraju.

Przepisy i obyczaje odnoszące się do ochrony uczuć religijnych są środkiem dyskryminacji i cenzury. Ponadto prawo w tej kwestii jest często niezbyt dokładnie określone i nie pozwala stwierdzić co jest przestępstwem. Według rady Europy uczucia religijne nie mogą ograniczać wolności słowa. Zgodnie z artykułem 10.Europejskiej Konwencji Praw Człowieka wolność ta dotyczy nie tylko idei, które są dobrze przyjmowane, ale także tych, które mogą szokować, obrażać i oburzać zarówno państwa, jak i część jego obywateli. Wolność słowa nie może być bardziej ograniczana tylko po to, aby zadowolić wzrastającą drażliwość niektórych grup wyznaniowych.

Często użycie symboli lub elementu religijnego jest już uważane za obrazę uczuć religijnych. Wyznawcy nie mają wykupionego prawa do wyłączności używania go. Wiara ma to do siebie, że każdy jej odłam lub podobny ruch, może zawierać pewien wspólny z nią element. Nie ma tu więc czegoś takiego jak wyłączność. Katolicki krzyż może np. obrażać niektóre wyznania protestanckie. To taka dziecinna kłótnia, w której jedna strona chce uzurpować sobie wyłączność do czegoś np. wizerunku Jezusa. Wyraźnie widać, że nie chodzi tu o rzeczywistą obrazę, ale o chorobliwy fanatyzm połączony z egoizmem, arogancją, wściekłością i nienawiścią.

Przykładowo – po emisji filmu Dogma wpłynęło w samym Krakowie w 2001 r. ponad tysiąc zawiadomień o popełnieniu przestępstwa. Później okazało się, że spośród nich film widziało tylko 12 osób. Ludzie tacy są więc pod znacznym pod wpływem tłumu i to on decyduje kiedy atakować.

W 2003r.  okładka czasopisma Machina z dwoma gejami, z których jeden miał na szyi krzyż wywołała oburzenie a Liga Polskich Rodzin zapowiedziała zgłoszenie przestępstwa obrazy uczuć religijnych. Przecież już sama dyskryminacja osób o innej orientacji w taki sposób, czyli „nie dotykaj tego, bo jesteś gejem” podchodzi tu pod przestępstwo.

W 2004 r. członkowie LPR zgłosili przestępstwo obrazy uczuć religijnych w galerii Zachęta, gdzie prezentowano prace norweskich artystów, z których niektóre miały budzić niesmak. Jak więc widać, już samo nie trafianie w gusta może być „przestępstwem” dla pewnych grup.

Niektórych katolików w Polsce irytuje nawet usunięty z karetek pogotowia krzyż, który ujmuje ich religii, brak krzyży w pewnych miejscach czy nieprzestrzeganie przez wszystkich pewnych obyczajów. Obrona uczuć religijnych jest więc nie tylko obroną, ale swojego rodzaju prawem do ataku na innych. Już samo nieprzestrzeganie np. katolickich zwyczajów przez niekatolika jest obrazą uczuć. To zachowanie typowe dla „drecha-troglodyty”, dla którego czyjaś inność jest już obrazą. Wolnomyśliciele obrażają uczucia religijne tylko przez to, że nie schodzą z drogi wyznawcom religii. To absurdalne.

Obrona często zamienia się w ataki, nawet fizyczne. Akty wandalizmu, groźby czy napady są wtedy normą. Po opublikowaniu karykatur Mahometa w prasie duńskiej wybuchła fala ataków przeciwko autorowi, gazecie czy samym środowiskom, z tym związanym. Jedna karykatura wywołała lawinę obelg, gróźb itp. Kto tu kogo obraża?

Na znak protestu przeciwko wejściu do kin ekranizacji powieści Dana Browna „Kod Leonarda da Vinci” we Włoszech palono publicznie jego książkę. Przypomina to palenie niewygodnych książek przez chrześcijan w Rzymie czy przez hitlerowców. To obraza, a może coś czego katolicy nie mogli znieść – ktoś podważył ich dogmaty, które powinny być nietykalne, nawet dla powieściopisarzy czy dla samej nauki. Czy nie wyznający danej doktryny ludzie mają przestać istnieć, żeby tylko kogoś nie urazić?

Już same badania archeologiczne nad rzeczami związanymi z religią, wyniki tych badań czy naukowe teorie, obrażają często uczucia wierzących. Przecież wiara to tylko wiara, a nie coś, co ma zagrodzić ludziom drogę do poznania prawdy. Nie da się przedłożyć wiary nad prawdę. Wierzący chcą narzucić pośrednio swoje dogmaty innym. Ich ślepa fascynacja chce zabronić ludziom wszystkiego, co jest niezgodne z dogmatami tej fascynacji. Niech wierzą w zabobony sami, ale niech nie wciskają tego innym powołując się na prawo, niech nie żądają cenzury i niech nie hamują nauki!

Religia jest potrzebna masom do zaspokajania potrzeby przynależności. Wartości moralne, idee zostały odrzucone na rzecz kultu i fanatycznej jego obrony, która jest tylko pretekstem do atakowania kogoś. W „obrazie uczuć religijnych” fanatycy ci znajdują ten pretekst do ataku.

<< Wróć do poprzedniej strony