Teksty

Podważenie świętości Biblii

          Czy powinniśmy wierzyć we wszystko, co podaje nam na tacy Biblia? To święte dla chrześcijan pismo zawiera zarówno wiele sprzeczności jak również nonsensów i „faktów”, którym trudno dać wiarę, nawet jeśli jest się wierzącym, lecz trzeźwo myślącym, wyznawcą. Oczywiście większość z nich tłumaczonych jest uniwersalną metaforycznością (o tak, największy argument w rękach chrześcijan) lub mnogością autorów tego kontrowersyjnego dzieła (bo dziełem z pewnością, chociażby ze względów kulturowych, jest).  Niektóre jednak przyjmowane są do świadomości ludzi bez jakiegokolwiek, nawet najmniejszego zastanowienia się z ich strony. Przyjrzymy się dziś kilku z nich.

          Przykłady niedociągnięć bądź, po prostu, sprzeczności w Biblii są tak liczne, że nie ma sensu nad nimi wszystkimi się rozwodzić. Posiadam książkę pt. „Sprzeczności w Biblii”, której autor El Szaddaj (co, jak mniemam, jest jedynie jego przydomkiem) sam wynalazł ich aż 138. Moje ulubione to:

Chrystus przyszedł, by nieść pokój

I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania. (Ew. Łukasza 2:13,14, Biblia Tysiąclecia)

Chrystus nie przyszedł, by nieść pokój

Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. (Ew. Mateusza 10:34, Biblia Tysiąclecia)

No cóż, jak widać kto mieczem wojuje od miecza ginie…

Boski gniew jest gwałtowny i trwa długo

Wtedy rozgniewał się Pan na Izraela i sprawił, że błąkał się on po pustyni przez czterdzieści lat, póki nie wymarło pokolenie, które uczyniło to, co jest złe w oczach Pana. (Ks. Liczb 32:13 Biblia Tysiąclecia)

Boski gniew nie jest gwałtowny i trwa krótko

Miłosierny jest Pan i łaskawy, nieskory do gniewu i bardzo łagodny. (Ks. Psalmów 103:8, Biblia Tysiąclecia)

          Jeżeli gniew boski, jako krótki i łagodny trwa czterdzieści lat i prowadzi do wymarcia całego pokolenia poprzez jego tułaczkę po pustyni to strach pomyśleć, jak nieludzki jest gniew „nieboski” …

          Ponadto okazuje się, że Biblia zawiera wiele niezgodnych porad i zaleceń. Nie będę wypisywał już cytatów, musicie uwierzyć mi na słowo, że znajdziemy w niej dowody na to, że np. z jednej strony małżeństwo jest zalecane, rozwód niewskazany, cudzołóstwo zakazane, ubóstwo błogosławieństwem, grzesznicy żyją krótko, a dobrym ludziom dobrze się powodzi. Z drugiej jednak strony to „święte” pismo twierdzi, że małżeństwo jest niewskazane, rozwód dozwolony, cudzołóstwo również dozwolone, bogactwo jest błogosławieństwem, grzesznicy cieszą się długim życiem, a dobrym ludziom powodzi się źle. Dochodzimy tu także do poważniejszych dylematów – Biblia nie określa się jednoznacznie w kwestii małżeństwa i współżycia z siostrą, poślubienia wdowy po własnym bracie czy nawet nienawiści wobec własnych krewnych. Nie są to już jakieś tam drobne potknięcia, na które możemy przymknąć oko. Ponadto na samym początku Księgi Rodzaju znajdziemy dwa opisy stworzenia człowieka, które różnią się od siebie kolejnością „powstania” jego i innych zwierząt, od których, nie wiedzieć czemu, nas rozgraniczono. Znam to tłumaczenie, jakoby zwierzęta, w przeciwieństwie do nas, nie miały duszy, lecz wydaje mi się, że to zbyt mierny argument, próbujący wyjaśnić nasze górowanie nad nimi i brak jakichkolwiek zahamowań w związku z ich zniewoleniem i krzywdzeniem przez ludzi. Przejdźmy jednak dalej, zgodnie z tym, co napisał Nietzsche w swojej książce pt. „Antychryst” :

Cóż mnie obchodzą sprzeczności „przekazu”? Jak w ogóle można legendy o świętych nazywać „przekazem”! Historie świętych są najbardziej dwuznaczną literaturą, jaka w ogóle istnieje: stosowanie w odniesieniu do nich metody naukowej, gdy prócz nich nie ma żadnych innych dokumentów, wydaje mi się z góry skazane na niepowodzenie – nic więcej jak czcze zajęcie naukowe…

          Zajmijmy się więc teraz oceną prawdziwości biblijnych „faktów”. Ortodoksyjne środowiska chrześcijan , a także Żydów, którzy, jak wiadomo, również uznają Stary Testament, są przekonani o tym, że świat powstał ok. 6000 lat temu. Można to z łatwością wyliczyć na podstawie chronologii biblijnej, a dokładniej dzięki genealogii. Żydowski kalendarz zaczyna się od dnia rzekomego stworzenia świata, dlatego mamy teraz 5770 rok żydowski. Wydaje mi się, że do pewnego poziomu rozwoju nauki ludzie łatwo przyjęli taki tok rozumowania. Jednak, na ich nieszczęście, rozwój technologiczny dokonuje się szybko. Skąd więc mamy na Ziemi drzewo, które wykiełkowało ok. 8000 lat temu, dlaczego dzisiejszy Homo sapiens wyewoluował ok. 300 000 lat temu (nie wspominając już o jego przodkach), skąd więc wreszcie mamy węgiel, którego powstanie datuje się na ok. 350 000 000 -  30 000 000 lat wstecz? Badania naukowe są zakłamane? Ależ nie! Jest przecież łatwiejsze wytłumaczenie – to Bóg (wszak jest wszechmogący) „podłożył” na Ziemię tak stare okazy aby sprawdzić naszą wiarę… Jednak wraz z lepszym poznawaniem otaczającego nas świata coraz więcej ortodoksyjnych, zatwardziałych religijnych fanatyków zaczęło uciekać się do innych tłumaczeń.  Tu z pomocą przychodzi im ich największa, zaznaczona przeze mnie na początku notki, broń – metaforyka! Owszem, gatunek ludzki ma 6000 lat, lecz Bóg stworzył człowieka dopiero szóstego dnia. Węgiel i rośliny powstały wcześniej – w trzecim dniu. Ale dzień to przecież nie 24 godziny, tylko, większy okres czasu, powiedzmy 1000 albo 10 000 000 lat, teraz mamy dowolność w tym zakresie… A narządy szczątkowe u ludzi (np. kość ogonowa czy wyrostek robaczkowy) i u innych zwierząt? To taki tam mały szczegół, lepiej nie zadawać za wiele pytań…

          Samo powstanie wszechświata wzbudza wiele kontrowersji. Jest jednak parę aspektów, które choć trochę przybliżają nas do prawdy. Jedną z nich jest Prawo Hubble’a, potwierdzające rozszerzający się wszechświat, co z kolei prowadzi bezpośrednio do teorii Wielkiego Wybuchu, szeroko już dziś akceptowanej. O roli jakiegokolwiek boga w tym zjawisku pisał w swojej książce „Krótka historia czasu” wybitny profesor matematyki i fizyki teoretycznej Stephen Hawking:

Można sobie wyobrazić, że Bóg stworzył taki wszechświat dosłownie w dowolnej chwili w przeszłości. Z drugiej strony, jeśli wszechświat rozszerza się, to mogły istnieć fizyczne przyczyny, dla których jego powstanie było koniecznością. Można sobie dalej wyobrażać, że Bóg stworzył wszechświat w chwili wielkiego wybuchu lub nawet później — ale w taki sposób, by wyglądało na to, że wielki wybuch istotnie nastąpił, byłoby jednak nonsensem sądzić, że stworzenie odbyło się przed wielkim wybuchem. Rozszerzający się wszechświat nie wyklucza Stwórcy, ale ogranicza Jego swobodę w wyborze czasu wykonania tej pracy!

          Na podstawie tego cytatu dochodzimy do jednoznacznego zaprzeczenia boskiej wszechmocy. Lecz, jak powszechnie wiadomo, tonący brzytwy się chwyta, tak i Kościół złapał się jej w obliczu rosnącej „popularności” Wielkiego Wybuchu. Otóż, co bardzo ciekawe, a dla mnie wręcz szokujące, Kościół katolicki w 1951 roku oficjalnie uznał model Wielkiego Wybuchu za zgodny z Biblią. Zdaje się, że stale rozwijająca się nauka z czasem podważy większość dogmatów wiary.

          Kolejny dobry przykład doskonale opisuje Richard Dawkins:

Mówi się nam, że dzisiaj religia poszła naprzód. Niebo nie jest fizycznie istniejącym miejscem i Bóg nie ma ciała, na którym mogłaby rosnąć broda. No cóż, rzeczywiście, godne podziwu: odrębne magisteria, faktyczna konwergencja.  Ale doktryna Wniebowzięcia została zdefiniowana jako artykuł wiary przez papieża Piusa XII nie dalej jak 1 listopada 1950 roku i jest wiążąca dla wszystkich katolików.  Wyraźnie stwierdza, że ciało Marii zostało wzięte do nieba i połączone z jej duszą. Co to może znaczyć, jak nie stwierdzenie, że niebo jest fizycznie istniejącym miejscem, wystarczająco fizycznie, by zawierać ciała?

          Ciekawą jest także kwestia wieży Babel… Ponoć wznosiła się ona na 5433 kubity i 2 palmy, czyli jakieś 2484m… Tak, w taką bajkę uwierzyć mogli tylko ludzie starych epok. Dziś, przy stosowaniu nowoczesnych technologii i betonów ultrawysokowartościowych z dodatkiem mikrozbrojenia i poddanych specjalnej obróbce cieplno-wilgotnościowej, osiągających wytrzymałość nawet ponad 800 MPa, najwyższy wieżowiec świata –  Burdż Chalifa w Dubaju wciąż ma „marne” 828m wysokości, jedną trzecią wysokości wieży Babel… Jak bardzo naiwnym trzeba być, aby wierzyć w coś takiego, nawet teraz w obliczu osiągnięć nauki i jej dowodów? No tak, zawsze możemy się uratować naszym asem z rękawa – przecież tu chodzi jedynie o metaforykę, o chęć dostania się do Boga! Czyżby? To dlaczego wieża ta miała akurat 5433 kubity i 2 palmy, a nie np. 5433 kubity i 3 palmy bądź od razu 20000 kubitów i 15 palm? Skąd taka dokładność w opisie jeśli i tak liczba ta miała mieć charakter jedynie metaforyczny? Czyż nie dodaje jej to wiarygodności?

          Według mnie większość religii z czasem wyginie, rozwój naukowy z aptekarską precyzją obedrze je ze wszystkich argumentów, a wierzących i wątpiących ze wszelkich złudzeń. Do pewnego czasu z pewnością skrzętne mydlenie oczu za pomocą tak oklepanej już metaforyki zadowalać będzie ludzkość, przy ostatecznych dowodach, obalających istnienie sił nadprzyrodzonych, stanowisko Kościoła będzie podobne – religia i bóg były metaforami, oczywiście zawsze chodziło nam o tę naturalną siłę, która doprowadziła do Wielkiego Wybuchu. Jednak wiadomym jest, że żaden bóg nie przeżył utraty swoich wiernych – tak też zapewne będzie i teraz. Całą wiarę i jej „system zabezpieczeń przeciwko niewierzącym” doskonale ukazuje sławny już czajniczek Russella:

          Czajniczek krąży wokół Słońca po eliptycznej orbicie, lecz jest za mały do wykrycia przez nawet najlepsze teleskopy. W związku z tą jego właściwością nie można dowieść jego nieistnienia. Gdyby jednak ktoś utrzymywał, że czajniczek niewątpliwie istnieje, a skoro tego twierdzenia nie można podważyć, odrzucenie ich przez innych jest przejawem absurdalnych i nieracjonalnych uprzedzeń, to słusznie by uznano, że prawi nonsensy. Jednakże, gdyby obecność czajniczka potwierdzona była w starożytnych księgach, nauczana jako święta prawda każdej niedzieli i wtłaczana do umysłów młodzieży w szkole, jakiekolwiek wahanie w wierze w jego istnienie uznane byłoby za oznakę podejrzanej ekscentryczności, a osobnika wątpiącego wysłano by do psychiatry w bardziej oświeconych czasach, lub w ręce inkwizycji w wiekach wcześniejszych.

          Przemyślmy sobie raz jeszcze wszystkie za i przeciw, najważniejszym jest przecież pozostanie uczciwym względem samego siebie, jaki sens ma przejmowanie wiary z poprzednich pokoleń? Czy wychowanie w katolickiej rodzinie ma warunkować moją „przynależność” do tego nurtu? Przecież każdy z nas ma swój własny rozum, zróbmy z nich w końcu jakiś pożytek! Najmniejszy nawet błąd w Biblii wyklucza świętość całości – przecież zapisane jest w niej słowo boże, a jej autorzy tworzyli pod boskim natchnieniem. W obliczu tak poważnych okoliczności nie ma przecież miejsca na jakiekolwiek niedociągnięcia!

<< Wróć do poprzedniej strony